Żeby się nie wzruszać

Ostatnio dużo się zdarzyło w naszej końskiej krainie. Na początku napiszę o tym, jak był kryzys siana. Nie było siana. Wszyscy gospodarze wszystko wysprzedali. W dniu, w którym została ostatnia bela znalazłam dostawcę. Doświadczyłam też czegoś bardzo mocnego, choć prostego. Przyszłam rano do koni i zastałam je w idealnej harmonii. Zero stresu. Chciałabym napisać to w zrozumiały sposób. Konie są do nas bardzo podobne w organizacji życia. Różnią się tylko tym, że nie dotknęły ich zdobycze cywilizacji i obsesja na punkcie władzy i kontroli. I kiedy widzę, że stado koni u progu kryzysu obfitości siana jest w pełnym spokoju i niespiesznej dynamiki procesie adaptacji do tej nowej, innej sytuacji , to stoję i płaczę ze wzruszenia. Przy tym ostatnim balocie przestają mieć znaczenie wiek i preferencje osobowe. Obok siebie jedzą najstarsza klacz i młodsze rozrabiaki, które na co dzień schodzą jej z drogi. Pozostałe konie czekają drzemiąc na zmianę turnusu przy jedzeniu. Dla nich liczy się wspólnota. Być może jest jakiś algorytm działania, który właśnie realizują, ale ja go nie znam i nigdy nie poznam. Mój niepokój o to, jak sobie poradzą w sytuacji, kiedy będą musiały się dzielić wydaje mi się teraz śmieszny i głupi. I stoję tak ocierając łzy i myślę, że chciałabym być kiedyś w takim momencie, że widok autentycznej wspólnoty, chęci współdziałania w społeczności, troska i serdeczność wobec drugiej istoty nie zaskoczy mnie i nie wyciśnie z ust pochwały. Chcę odnaleźć w sobie ten stadny instynkt, który mają moje konie, żeby się nie wzruszać takimi zjawiskami jak wspólne jedzenie, żeby nie zapisywać w notesie, że mój synek zaproponował, że opróżni zmywarkę, czy tego że oddał innemu chłopcu ludzika lego, czy tego, że wiedział jak podzielić się pracą przy pile. To wszystko jest piękne takie, jakie jest. Nie potrzebuje kontrastu w postaci założenia, że dzieci z natury są złe  i krnąbrne i tylko nasza zbawienna obecność ratuje je przed upadkiem w czeluści przemocy, ignorancji, gier video, czipsów, czekolady i cocacoli.

mama Bu

Related Posts