zaufaNIE

SONY DSC

Myślę o zaufaniu. Myślę o tym, jak my dorośli o nim mówimy. A mówimy na przykład tak:

– Ufam, że to zrobisz

– Zaufałam mu w tej kwestii

– Możesz mi zaufać

albo

– Zaufałam Ci a Ty co!

Jak ja to słyszę i się przysłuchuję, to słyszę, że w tym takim mówionym zaufaniu to bezpiecznie nie jest. Jakby mi ktoś teraz tak zaufał, to jakby garba mi wrzucił na plecy. Kiedy słyszę „ufam, że to zrobisz” to słyszę „mam wobec Ciebie takie oczekiwanie, że zachowasz się w określony sposób, w taki jak ja bym sobie życzyła”.

Na mówieniu się chyba nie kończy. Pierwsze co mi przychodzi do głowy to konie. Wiele kursów, szkoleń i metod treningowych w ogóle ma w nazwie „zaufanie”. W literaturze końskiej stronice ociekają wręcz zaufaniem. Koń żeby dał się szkolić musi nam zaufać, no musi! Czyli co zrobić? W bezpieczny i niezagrażający nam sposób wykonywać nasze polecenia. Bo bezpieczeństwo przede wszystkim. Wiadomo. Żelazna zasada.

A nasze zaufanie do koni? Deklarowane jest często tak: jasne, że mu ufam. Owszem jeżdżę z batem i w ostrogach, ale wiem jak ich używać żeby konia nie krzywdzić. Dla wytrawnego jeźdźca to nie narzędzia ale pomoce. Zaufanie oparte na tym, że wkładamy do czyjejś buzi kawałek metalu połączony wodzami z naszą ręką. Zaufanie oparte na tym, że my jeźdźcy, trenerzy wiemy lepiej co dla konia dobre, jak ma się ruszać żeby było wydajnie, żeby było pięknie. Zaufanie oparte na tym, że wiemy ile czasu ma spędzić na powietrzu, ile zamknięty w boksie, kiedy ma jeść i ile.

Koń jest od człowieka większy i silniejszy. Jeśli nie ufa czemuś, jeśli czuje zagrożenie, będzie walczył o życie, może zabić. Konie towarzyszą ludziom w każdej szerokości geograficznej, w wielorakich rolach od setek tysięcy lat. Nie znam statystyk, ale jestem pewna, że więcej koni zginęło z rąk ludzi niż odwrotnie. Konie nam ufają zaufaniem w najczystszej postaci. Zaufaniem nie obciążonym żadnym oczekiwaniem oprócz oczekiwania relacji. Zaufaniem, które jest nie tylko wtedy gdy mówimy TAK tym samym rzeczom. Ich zaufanie trwa nawet kiedy słyszą NIE wobec swoich potrzeb: swobody, przestrzeni, nieograniczonego dostępu do pożywienia. W tym zaufaniu jest ogromna bezbronność. Przenikająca bezbronność, która na rzecz relacji każe trwać i za każdym usłyszanym NIE zobaczyć TAK dla jakiejś zupełnie obcej wartości. TAK dla ambicji, dla współzawodnictwa, dla doskonalenia się, dla kontroli i wygody. Często mówi się o trudnych koniach, o koniach niebezpiecznych. Część z nich jest eliminowana. Większość dokonuje cichego wyboru pozostania z człowiekiem. Choć zarówno intelekt, jak i siła fizyczna pozwala im na to aby odejść. To wielka dla mnie zagadka.

Kiedy tak o tym myślę, to kolejnym obrazem, który ubiera się w słowa jest obraz dzieci. Dzieci, które przychodzą na świat z wielkim zasobem zaufania. Często narażonym na szwank, już w pierwszych tygodniach życia. „NIE nosimy go tak bo się przyzwyczai, NIE płacz, NIE marudź”. Dzieci potrafią pogodzić się nawet z tym, że odmawia się im bliskości. Jedne walczą długo, inne poddają się po tygodniowym treningu zasypiania. Wytrenowane do snu dziecko nadal ufa rodzicom, choć jego wzorzec więzi nie jest już tak stabilny. Dzieci nie mówią o zaufaniu językiem dorosłych. Nie stawiają wymagań aby weryfikować jakość zaufania. Powierzają się w nasze ręce z bezbronnością bez możliwości dokonania innego wyboru.

Tak jak trudno zaufać koniowi, tak trudno zaufać dziecku. Tak, to prawda ma mniejsze doświadczenie niż my dorośli, mniejszą świadomość i bogatą wyobraźnię. Ma również większy potencjał do uczenia się nowych umiejętności, do adaptacji do nowych sytuacji oraz większą gotowość do wypróbowywania nowych praktycznych rozwiązań mających podnieść komfort ich codziennego życia. Czy to znaczy, że mamy ufać trzylatkowi, który twierdzi, że potrafi rąbać siekierą? Tak. Jeśli tylko wcześniej pozwolimy mu przyglądać się jak sami to robimy, trzymając obie dłonie na drążku siekiery i o to samo poprosimy młodego drwala. Czy to znaczy, że możemy zgodzić się na oglądanie bajek tak długo jak dziecko chce? Tak. Jeśli tylko sami podejmujemy w tym czasie inne bardziej kreatywne, konstruktywne i interesujące zajęcia, które autentycznie nas angażują. Wkrótce telewidz zrobi wszystko, żeby do nas dołączyć. A może każe poczekać na siebie dzień, tydzień, a może miesiąc. Czy takie długie jest nasze zaufanie?

Mój synek był bardzo przywiązany do karmienia piersią. Jak tylko nauczył się mówić, werbalizował swoje priorytety. Siadał przy mnie i podnosił łapkę do góry z wyprostowanym paluszkiem wskazującym i mówił : ciciuś laś! Była to prośba o to, żebym zgodziła się nakarmić go jeszcze raz. Chociaż raz. Kiedy Bu skończył rok dla mnie rozpoczęła się era odpierania presji bliższych i dalszych mi ludzi o to abym „wreszcie skończyła z tym karmieniem”. Nie będę przytaczała tu wszystkich tych merytorycznych argumentów, którymi byłam zasypywana. Było mi na tyle ciężko, że podejmowałam próby sprostania tym oczekiwaniom idąc za potrzebą akceptacji i przynależności. Próbowałam odmawiać Bu jego cicusia. Szukałam sposobów mówienia NIE jego potrzebie bliskości, relacji, harmonii, kontinuum, wzrastania. Na szczęście zupełnie calutkim sercem byłam z potrzebami BU, na szczęście wierzyłam w te same co on strategie. Wtedy pierwszy raz zaufałam mojemu dziecku. Puściłam zewnętrzne i merytoryczne argumenty zrodzone w nie mojej głowie. Puściłam presję i oczekiwania. Zaufałam bobasowi tak właśnie bezbronnie i kompletnie. Nie dopiszę tu, że mu zaufałam , że nie będzie ssał piersi do 7 roku życia, że mu się zęby nie zepsują, że mi piersi nie obwisną, i że nie wyrośnie na mamisynka. Za dużo NIE. Zaufałam mu bez powodu i na każdą okoliczność. Wymaga to codziennego treningu i aktualizacji całego systemu, ale działa i nie trzeba ładować baterii.

mama Bu

Related Posts

2 COMMENTS

  • mi jest trudno z tym telewidzem, bo sama wiem jakim telewidzem/graczem komputerowym jestem… i jak bardzo trudno jest mi to ograniczyc, nawet na rzecz relacji. nie wiem czy miesiac nagarnia sie/naogladania sie by mi wystarczyl 🙁

    moja pierworodna woli czesto ogladac nawet niz bawic sie na dworze z przyjaciolmi 🙁

    czuje ze nie jestem w stanie ofiarowac jej pociagajacej alternatywy 🙁

    • Cześć Marysia!
      Od czasu tego wpisu minęło trochę czasu, Teraz często jestem przy tym, że mam zaufanie do siebie. I że to jest ok podjąć decyzję w sprawie dziecka, zamiast zostawić jemu wybór, albo walczyć o jego zmianę decyzji, dawać alternatywy itp. Teraz myślę o tym, jako o braniu odpowiedzialności za naszą relację. Podejmuję decyzję, daję o niej znać i przytulam konsekwencje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *